Rzecz o imigrantach

     Od jakiegoś czasu (bo trudno ująć to zjawisko w ramy czasowe) mamy do czynienia z ze znacznym napływem imigrantów z rejonów Azji. O pardon! Jakie MY. Właśnie „złapałem się” na myśleniu kolektywnym. Szkodliwy efekt wpływu Unii Europejskiej.

Wracając do meritum i kontynuując, w zdrowy sposób, wywód. O wspomnianym już wcześniej problemie mówi się wiele. Gwałtowny wzrost imigrantów, spowodował pewne trudności rządzącym i mieszkańcom na terenie Grecji, Macedonii, Bułgarii, Węgier i Włoch. Co chwilę, media obwieszczają nową tragedię. Przybiera ona najczęściej postać martwego chłopca leżącego na plaży. Artykuły internetowe szokują, a politycy, delikatnie rzecz ujmując, jak zwykle hańbią inteligencję swoich obywateli. Mianowicie umyślili sobie aby wybudować getta dla imigrantów, na terenie państw UE, co gorsza nawet KK ich poparł, a ludzie nawet lewicowcy protestu…….stój! Zaczynam nie od tego strony problemu co należy, czyli od końca.

„Jeśli usuniecie rzad gwarantujący stabilność w kraju wybuchnie chaos, a fala uchodźców zaleje Europę.” – Mu’ammar Al-Kaddafi

 

      Już w 2011 roku, ówczesny dyktator libijski wieszczył konsekwencje własnego upadku. USA i UE kierując się własnymi interesami, a oficjalnie dążąc do uspokojenia sytuacji w Libii i wprowadzenia tam, jedynego słusznego systemu, jakim jest demokracja.
Skończyło się to (a raczej zaczęło) wojną domową, wszystkich ze wszystkimi i zdecydowanym wzrostem liczby uchodźców z terenów Libii.
Znacznie wcześniej, już w 2004 roku, USA wprowadziło demokrację w Iraku. Zaowocowało to konfliktem w regionie. Chrześcijanie czy jazydzi, Kurdowie czy Arabowie – kolejna fala imigrantów. Następnie rewolucja w Syrii, co do której podejrzewa się USA o organizację protestów, jak zresztą w innych państwach arabskich. Efektem kolejna fala imigrantów.

W lutym tego roku, ISIS wydaje oświadczenie, w którym grozi zalewem państw europejskich przez imigrantów i umieszczeniem wśród nich zamachowców. Kilka państw reaguje niepokojem np. Włochy, pozostałe zbywają milczeniem. Media głównego nurtu w szczególności.

    Latem tego roku, liczba imigrantów, próbująca dostać się na teren RFN, rośnie. Rząd węgierski reaguje zdecydowanie podejmując decyzję o budowie muru. Grecja jest pogrążona w chaosie z powodu nadmiaru imigrantów. Włochy też mają ten problem. UE szykuje rozwiązanie w postaci reglamentacji uchodźców na swoim terenie. Społeczności krajów środkowej części kontynentu, reagują alergicznie. Premier Kopacz deklaruje chęć przyjęcia imigrantów. Na dodatek rządowe sondaże propagują nieprawdziwą tezę jakoby większość Polaków była, za tym pomysłem.

      Problem imigrantów nie jest problemem Polski, Słowacji czy Węgier. To problem Włoch, RFN, Szwecji i innych państw dopuszczających dodatki socjalne dla uchodźców oraz USA, które wydaje mi się że, słusznie obwiniam za obecną sytuację. W Polsce nie ma socjalizmu więc nie ma imigrantów. Dodatkowo, w Danii zniesiono socjal dla osób niepracujących. Czekający na rejestr, salwowali się ucieczką do Szwecji. Przyjęcie imigrantów grozi załamaniem się bezpieczeństwa narodowego, na terenie państw UE. Obecność terrorystów z ISIS oraz ich potencjalne działania, mogą doprowadzić do śmierci wielu ludzi. Nie wspominając o wzroście przestępczości czy konfliktach społecznych. RFN, Włochy i Szwecja odpowiadają za problem, ze względu na politykę socjalną jaką prowadzą. Imigranci zmierzają głównie do tych państw. Inne ich nie interesują. USA odpowiada za to, że generuje konflikty na terenie państw arabskich. Tymczasem w mediach krytykuje się nacjonalizm, szowinizm, ksenofobię i faszyzm mieszkańców Polski, Słowacji czy innych krajów środkowowschodniej Europy. Mam wrażenie, że te epitety są po to aby wywrzeć nacisk na tych społeczeństwach. Niech się dostosują do tolerancyjnej Europy. A może już ZSRE? Podobne zarzuty można spotkać w dokumentach z czasów ZSRR. Dokładnie w dokumentach spraw sądowych. Oskarżeni byli często patriotami i krzewicielami nie tylko wartości patriotycznych, a także szeroko pojętej kultury czy religii. Polska ma to szczęście, że jest krajem biednym i stosunkowo katolickim. Imigranci będą stąd uciekać. Nie ma socjalizmu, a i lud jakby niechętny. Nietolerancyjny.

      

 

 

 

Parę słów o rozłamie w KNP

   Minęły trzy miesiące odkąd jedyną znaczącą opcją wolnościową wstrząsnął kryzys wewnątrz partyjny. Gwoli przypomnienia, prezes KNP Janusz Korwin-Mikke został odsunięty ze swojej funkcji przez organ KNP, zwany Konwentyklem. Niedługo potem Korwin-Mikke zdecydował się stworzyć nową opcję zwaną KORWiN. Choć wiele zostało już powiedziane w tym temacie, dopiero teraz można się na trzeźwo przyjrzeć tamtym wydarzeniom.

      Może warto zacząć od początku całej sprawy czyli od decyzji Konwentyklu. Czym jest Konwentykl, w skrócie objaśnię. Konwentykl to organ statutowy partii, który między innymi miał prawo wybrać lub odwołać Prezesa. Taka Rada Starszych, której zadaniem było dbanie o stabilność partii i reagowanie na wszelakiego rodzaju odstępstwa od założeń w KNP. Swoimi kompetencjami dorównywała, a nawet przewyższała kompetencje Prezesa.
Ów Konwentykl oficjalnie zdymisjonował Prezesa ze względu na problemy osobiste oraz dużo ilość obowiązków. To prawda, jednakże jeszcze jakiś czas temu nikomu (a przynajmniej większości działaczy KNP) to nie przeszkadzało. I na tym zakończymy kwestię pierwszą czyli pozorny powód dymisji.

Prawdziwy powód dymisji zawiera się w powiedzeniu: jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. I tutaj też tak było. Panowie Oziębło i Oleszczak odpowiadali za finanse partii. Okazało się, że z powodu ich działalności odrzucono sprawozdanie finansowe (nie jedno), które miało zapewnić finansowanie partii z budżetu państwa. Ponieważ finanse były nieuporządkowane i każde sprawozdanie było odrzucane przez właściwy organ państwa, Konwentykl postanowił pozbyć się niekompetentnych działaczy. Sprzeciwił się temu Prezes więc po długim czasie pertraktacji Konwentykl postanowił na jakiś czas odsunąć Janusza Korwin Mikke z funkcji Prezesa KNP.

      Pewne jest, że początkowo Janusz Korwin-Mikke nie chciał odchodzić z KNP. Jednakże zaufanie do Przemysława Wiplera było większe niż do działaczy z Konwentyklu (czyżby podrażniona duma JKM?) w skutek czego Janusz Korwin-Mikke z częścią działaczy KNP, z Przemysławem Wiplerem na czele, odeszło z KNP aby stworzyć nową formację zwaną KORWiN.

     Należałoby raczej zdystansować się od innych kwestii podnoszonych jako przyczyn rozpadu. Niemniej miały one znaczenie dla kształtu rozpadu. Nie da się ukryć, że dokumenty, związane ze Zgromadzeniem Członków KNP w Warszawie, zostały sfałszowane. Mowa tu o deklaracjach. Nic więc dziwnego, że wybory zostały unieważnione. Na pewno problemem był spór między frakcjami tzw. „spółdzielni” i tzw. betonu. To zadecydowało o tym, że większość osób odeszła tak jak Janusz Korwin-Mikke (większość osób należała do spółdzielni). Nie wspominając o konflikcie między Jackiem Wilkiem a Przemysławem Wiplerem o kwestię kandydatury na prezydenta Warszawy, spór między Konradem Berkowiczem i Agatą Banasik, a Stanisławem Żółtkiem o asystenturę w PE czy nawet donos do prokuratury na Janusza Korwin-Mikke autorstwa Dariusza Wodnickiego, którego zgodność została poświadczona przez…Jacka Wilka. Te i inne wydarzenia wykazały, że KNP nie jest gotowe na realizację kontrrewolucyjnych postulatów.

      Duże znaczenie, na podział wśród działaczy, miała zmiana doktryny przez Janusza Korwin-Mikke. Była ona niezgodna z pierwotną wizją działania KNP. JKM chciał aby w KNP byli ludzie którzy są za karą śmierci a nie są za obniżeniem podatków i ludzie, którzy nie są za karą śmierci, a są za obniżeniem podatków. Na to Konwentykl nie mógł się zgodzić. Niektórzy działacze i sympatycy zaczęli się zastanawiać czy bezkompromisowy JKM czasem na starość się nie „zlewaczył”. Nikt już nie chce ryzykować swoją pracą i poparciem dla ugrupowania które mogłoby się stać TR czy PO. Natomiast część osób wierzy, że takie podejście ma sens i przyciągnie elektorat. Nie wspominając o tym że znaczna część członków to tzw, Kościół Korwina. Pójdą za nim wszędzie. A jak nie uda się wprowadzić wolnościowego programu to wyjadą do Wielkiej Brytanii czy gdzieś indziej. Kwestia rodziny JKM też niektórych zniechęciła do pójścia za nim. Tak więc wytworzył się podział ideologiczny między członkami.

      Co dalej? Wydaje się, że KORWiN przejął elektorat KNP i dąży do sukcesu jakim jest pierwsza wolnościowa opcja w Sejmie od czasu UPR. Na pewno członkowie KORWiN są pracowici i oddani sprawie. Może nawet bardziej niż KNP. Natomiast jest mało stabilne gdyż jedyną osobą która utrzymuje to wszystko w ryzach jest autorytet JKM. KNP jest grupą ludzi o niezmiennych poglądach. Różnica w ilości struktur nie jest znaczna. Propaganda KORWiN’a zgodnie z własną polityką głosiła, że różnica jest znaczna co nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości. W niektórych województwach KORWiN jest tylko w miastach wojewódzkich bo w innych lokalne struktury KNP zdecydowały się zostać. Dobrym przykładem tego zjawiska jest województwo pomorskie. Wydaje się więc, iż mimo różnic oba środowiska będą zmuszone współpracować w nadchodzących wyborach.

Manifest młodych

Gdyby ktoś dzisiaj napisał manifest dzisiejszego młodego człowieka to czy wyglądałby on tak jak tu przedstawię? Być może. Na pewno nie należałby do najspokojniejszych. Postanowiłem się podzielić z Wami moimi przemyśleniami.

Ludzie urodzeni w latach 80 i 90 poprzedniego wieku. To do Was kieruję ten manifest. Nigdy dotychczas sytuacja młodego człowieka w Polsce nie była tak beznadziejna jak teraz. Zostaliście obarczeni olbrzymimi i niesprawiedliwymi ciężarami. Wielu z Was jest bez pracy. Studia sprowadzono do obowiązkowego zdobycia papierka by nie zostać w tyle za innymi. Wmówiono Wam, że zawód jest po liceum, nie po technikum czy szkole zawodowej. W ciągu 25 lat demokratycznego systemu najwięcej zyskali Ci, którzy go zapoczątkowali. Ludzie, poprzedniego systemu i pokolenia, często bez wykształcenia, zasiadają na fotelach prezesów. W przedsiębiorstwach wymagają od Was wieloletniego wykształcenia na stanowisku kasjera. Jeśli po kilku latach otrzymacie dobrze płatną pracę, zabierają Wam pieniądze na niewydolną służbę zdrowia czy będący główną przyczyną zadłużenia, ZUS. Jeśli chcecie założyć rodzinę macie na starcie kłopoty. Komu rodzina nie pomoże ten ma problem. Musicie brać wieloletnie kredyty na własne „M”, drżąc czy nie stracicie pracy. Wymagają od Was wielkiej motywacji i zaangażowania za 1200 zł „na rękę”. Politycy dla władzy stracili Was. ZUS Waszych dziadków i rodziców opłacać musicie z Waszych pensji. Wy nie macie szans na żadną emeryturę. Wiedzą, że jest Was mniej niż pozostałych. Prowadzą politykę alkoholika. Zaspokajają poparcie poprzez emerytów i Waszych rodziców, Waszym kosztem. Nie patrzą w przyszłość. Na dodatek elity próbują Was wychować. Wmawiają, że kobieta może być z brodą. Dzieci uczą, że nie ma różnic między chłopcem a dziewczynką. Ograniczają Waszą wolność zabraniając narkotyków i ustalając wysoką akcyzę na alkohol i papierosy. Nie uczą odpowiedzialności za własne czyny, a chcą uzależnić Was od systemu. Próbują cenzurować Internet. W zamian otrzymujecie autostrady i inną infrastrukturę na kredyt, programy unijne, które służą zapewnieniu Wam złudzenia, że jesteście ważni. Złudzenia, które wszczepiają wam starsze pokolenia, siłą autorytetu. To Oni zamknęli Was w takiej rzeczywistości. Swoim działaniem dotychczasowym lub jego brakiem. Głosami wyborczymi lub ich brakiem. Działalnością lub biernością.

Wzywam do buntu. Manifestacje uliczne, aktywności polityczne i społeczne niech będą jego wyrazem. Należy obalić „Familię Sejmową”. Popierajcie partie będące w zdecydowanej opozycji do obecnej władzy. Niech nowi ludzie wprowadzą powiew nadziei. Tylko od Was zależy czy nastąpią zmiany na lepsze. Zostaliście sami na polu bitwy.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski

Służby się zabezpieczają

W ostatnim czasie, jak podaje strona Sejmu RP, Sejm uchwalił dwie ustawy. Obydwie dotyczą zabezpieczenia finansowego dla rożnego rodzaju służb porządku publicznego zaczynając od Policji, CBA czy armii. Pierwsza z nich, o nazwie: Dz.U. 2014 nr 0 poz. 502 odnosi się do wzrostu wynagrodzeń za pracę. Druga z nich, niedługo wejdzie w życie, po opublikowaniu jej na stronie isap.sejm.gov.pl. Dotyczy ona zabezpieczenia świadczeń, wypłacanych na rzecz służb, wymienionych w pierwszej ustawie. Co to oznacza? Rządzący przewidują możliwość niewypłacalności państwa. Służby porządku publicznego zapewne też. To najważniejszy sygnał dla szarych obywateli tego państwa jak zła jest sytuacja budżetu. Wielokrotnie w swoich tekstach ostrzegam przed niewypłacalnością państwa. Skutki będą katastrofalne. I nie chodzi tu o sytuację finansową. Proszę sobie wyobrazić, że w tym momencie państwo przestaje być wydolne. Brak pensji dla urzędników, dla nauczycieli, policji. Brak emerytur i rent. Ludzie wyszliby na ulice. Sytuacja wymusiłaby taką sytuację. Emeryci z braku pieniędzy, studenci z powodu zamkniętych uczelni, braku perspektyw i pieniędzy. Politycy nie zdają sobie z tego sprawy. Wiedzą że UE pomoże. Ceną tego będzie kompletne uzależnienie się od UE, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych międzynarodowych grup lobbingowych. Tego nikt z nas, jak sądzę, nie chce.        

Czy skończymy jak I Rzeczpospolita?

Temat kontrowersyjny i zaskakujący, ale warty rozpatrzenia. I Rzeczpospolita istniała w czasach gdy niewielu wyobrażało sobie mapę Europy, bez naszego kraju. Szczególnie po zawarciu pokoju w Karłowicach, który kończył wojny Rzeczpospolitej z Imperium Osmańskim. III Rzeczpospolita także istnieje w umysłach wielu Polaków czy mieszkańców kontynentu europejskiego, jako trwały byt, na arenie międzynarodowej. Po roku 1989 i upadku państw tzw. Bloku Wschodniego ta pewność wzmogła się gdyż twierdzono, że naturalni oponenci, nowego państwa polskiego są przyjaźnie nastawieni (RFN) lub zbyt słabi (Federacja Rosyjska) aby podejmować kroki, przeciwko III Rzeczpospolitej. I Rzeczpospolita cechowała się rządami demokracji szlacheckiej. III Rzeczpospolita cechuje się rządami demokratycznymi. W obu przypadkach powszechnie uważano, iż tego typu ustrój jest najlepszy i jego istnienie nie podlega dyskusji. W pierwszym przypadku, upadek państwowości nastąpił w ciągu 25 lat. Przesłanki, o kiepskiej kondycji państwa, występowały znacznie wcześniej. Na potrzebę artykułu przyjmę założenie że od tzw. „potopu szwedzkiego”. Czyli w sumie 150 lat. W dzisiejszych czasach, upadek państwa może nastąpić w ciągu kilku miesięcy. Najlepszym przykładem, na potwierdzenie tej tezy, jest Ukraina. Gwarantem utrzymania systemu politycznego w I Rzeczpospolitej była caryca Katarzyna. Jaki był skutek tych gwarancji, wszyscy wiedzą. Trzeba przypomnieć, że wojska rosyjskie zostały wprowadzone najpierw za przyzwoleniem monarchów z Saksonii. Jednakże, dotyczyło to okresu tzw. Wojny Północnej. Na prośbę familii Czartoryskich, wojska rosyjskie wkroczyły, w 1764 roku na teren Rzeczpospolitej. Obecna familia sejmowa, wyraziła ustawową zgodę, na interwencję obcych służb na terenie naszego państwa. Słowo familia dobrze pasuje do obecnej elity, wybranej przez naród, w demokratycznych wyborach. Analogii jest znacznie więcej, ale ograniczymy się do tego co przytoczone. Niepodległość nie została dana narodowi polskiemu do czasów ostatecznych. Jeśli nie będziemy jej szanować i dbać o nią sytuacja może wyśliznąć się spod kontroli. Artykuł nie powstał po to aby sugerować, że Polska jest swego rodzaju kondominium niemiecko-rosyjskim. Powstał, ze względu na to aby unaocznić fakt, iż mamy słaby system rządów, a Polska jest krajem marionetkowym, w sensie takim, iż bardzo łatwo manipulować naszymi rządzącymi. Nie są to mężowie stanu, a niewłaściwi ludzie na niewłaściwym miejscu.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski

Ustawa z dnia 21 lutego 2014 r. o zmianie ustawy o izbach rolniczych oraz niektórych innych ustaw

Dzisiaj krótki komentarz, do ustawy z dnia 21 lutego 2014 r. o zmianie ustawy o izbach rolniczych oraz niektórych innych ustaw. Jest to zmiana ustawy i wprowadzenie nowych przepisów. Jest ona krótka, ale z punktu widzenia wolnościowca, szkodliwa. Jest to przykład działań, które podejmuje się za naszymi plecami aby zaspokoić partykularne interesy poszczególnych grup społecznych. Kryzys na Krymie to doskonały moment aby po cichu przepchnąć tego typu akt normatywny. Całość zagadnienia które poruszam ogranicza się do nowego artykułu 35b ust.1 ustawy z dnia 14 grudnia 1995 r. o izbach rolniczych. Brzmi on:

„1. Koszty związane z uczestnictwem izb rolniczych, związków zawodowych rolników indywidualnych oraz społeczno-zawodowych organizacji rolników w ponadnarodowych organizacjach rolniczych reprezentujących interesy
zawodowe rolników indywidualnych wobec instytucji Unii Europejskiej są w roku 2014 ponoszone przez Krajową Radę Izb Rolniczych i dofinansowywane z budżetu państwa w formie dotacji celowej.”

Tego typu akt normatywny jest kompletnie zbędny. Po pierwsze, przepisy dotyczą tego roku. Poprzedni dotyczył lat 2008-2013. Dowodzi to tylko papierkologii. Po drugie sformułowanie tego aktu uzależnia Krajową Radę Izb Rolniczych od rządu. Tylko rząd może zdecydować czy ważność tego aktu będzie przedłużona i czy będą mogli cieszyć się z dotacji na swoje wyjazdy. Uzależnienie tego typu to poparcie i odpowiednia liczba głosów. Po trzecie to skandal, że związki zawodowe otrzymują dotacje na swoje wyjazdy. Nikt nie funduje moich i innym osobom, wakacji czy wyjazdów służbowych. I nie chcę aby dotowano z budżetu państwa cokolwiek (w przeciwieństwie do rodziców niepełnosprawnych dzieci). Nie wspominam już o obciążeniu budżetu państwa. Stanowi to zapewne niewielką kwotę w stosunku do naszego zadłużenia. Należy pamiętać, że z wielu takich drobnych wydatków składa się budżet naszego państwa, a sumując je może wyjść liczba kilkuset milionów jeśli nie więcej. Zadłużenie w przypadku tej ustawy nie jest najważniejsze. Istotnym problemem jest mentalność rządzących, którzy wspólny dochód z podatków przekazują, na realizację partykularnych interesów jak np. pobyt na konferencji nieokreślonej liczby rolników. Nie mam nic do rolników. Sytuacja dotyczy wielu grup interesów między innymi górników czy nauczycieli. Wszystko po to aby „utuczyć” i zapewnić sobie poparcie przed wyborami. W innym przypadku zamiast rodziców niepełnosprawnych dzieci zobaczylibyśmy miasteczko pielęgniarek, nauczycieli czy innych służb publicznych opłacanych z budżetu państwa. Warto jednak zauważyć, że pośród nich nie ma urzędników.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski

Gdy oczy Polaków zwrócone są na Ukrainę

Gdy oczy Polaków zwrócone są na Ukrainę, a politycy publicznie leją krokodyle łzy, rząd podnosi podatki. Tytuł aktu o zwiększeniu podatków: „O zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw”, odnośnie środków transportu. To jeden z przykładów wykorzystania przez rządzących tzw. szumu medialnego. Polacy oglądający telewizję publiczną, otrzymują informacje na temat wpisów ministra Sikorskiego, na znanym portalu społecznościowym czy zwiększenia wydatków na armię. Nie są informowani o podwyżce podatków, o której dowiedzą się jedynie Ci których bezpośrednio to dotyczy lub bardziej dociekliwi obserwatorzy sceny politycznej. Media szukają tego, co nieistotne aby zafałszować obraz rzeczywistości. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji służy utrzymaniu kontroli aparatu państwowego nad mediami oraz czerpania z tego korzyści. Nawet jeśli nie korzystamy, z tych moim zdaniem wątpliwych zasług misji publicznej telewizji państwowej to i tak musimy płacić abonament radiowo-telewizyjny. Nawet jeśli Sejm nie uchwali aktów pozwalających na kontrolę społeczeństwa to zrobi to za niego UE. W dzisiejszych czasach przepisy nie są najważniejsze. Najważniejsza jest wykładnia tych przepisów oraz praktyka sądowa. W naszym kraju władza wykonawcza ma wpływ na władzę sądowniczą. Trybunał Konstytucyjny pyta się rządu czy jego potencjalny wyrok, potencjalnie odrzucający ustawę na temat ZUS i OFE nie spowoduje negatywnego wpływu na budżet. Takie zapytanie jest zgodne z prawem. Jeśli Trybunał Konstytucyjny ulegnie argumentacji Prezesa Rady Ministrów to może to spowodować, iż przyszłe rządy będą podejmować decyzje niezgodne konstytucją, argumentując kiepskim, stanem finansowym państwa. Mimo, iż winni tej sytuacji są powszechnie znani, nie mogą oni ponosić odpowiedzialności za swoje decyzje przed Narodem. Nasz system polityczny jest tak ukształtowany przez członków Okrągłego Stołu aby nic nie podlegało zmianom. Zmiany mogłyby oznaczać ryzyko. Nie są one w interesie elit gdyż groziłyby upadkiem ich samych.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski

Nikt nie chce umierać za Ukrainę

Od początku marca 2014 roku, trwa rosyjska okupacja półwyspu Krymskiego należącego do Ukrainy. Oddziały nieposiadające oznak Federacji Rosyjskiej, wkroczyły na teren suwerennego państwa, pod pretekstem ochrony „mniejszości rosyjskiej”. Ukraińcy zwrócili się o pomoc do krajów UE i USA ale otrzymali przysłowiową figę z makiem. Nie należy należy poważnie traktować negocjacji na linii John Kerry – Siergiej Ławrow. Nie należy poważnie traktować sankcji unijnych ani żadnych akcji „solidarności” z Ukrainą. Wszystkie te działania przypominają działania Francji na początku II Wojny Światowej. Podjęcie działań, z których nie wynikały żadne konsekwencje. Może poza tym, że kilka drukarni zarobiło na sprzedaży ulotek dla państwa. Jednakże nie o tego typu reperkusje nam chodzi. Tak jak dzisiaj. W Gdyni wywieszono ukraińską flagę na budynku ratuszu. Kanadyjski rząd wywiesił ukraińską flagę w geście „solidarności” z narodem Ukrainy. A co z działaniami? Odpowiedź brzmi prosto. Nie należy się ich spodziewać. Nikt nie zamierza umierać za półwysep Krymski tak jak, nikt nie zamierzał umierać za polską pocztę w Gdańsku w 1939 roku. Z drugiej strony Ukraina jest w lepszym położeniu prawnym niż się wydaje. Aneksja Krymu na podstawie nielegalnego referendum nie wchodzi w grę. To nadal będzie okupacja. W mediach przewija się cały czas memorandum budapesztańskie. Ma jednak ono charakter deklaratywny i rząd Federacji Rosyjskiej może nie dotrzymać swojej obietnicy nienaruszalności granicy Ukrainy. Ważniejszy jest pakt podpisany w 1975 i odnowiony w 1994. Gwarantuje on nienaruszalność granic każdego z państw, które podpisały porozumienie, także Ukrainy czy Federacji Rosyjskiej. Umowa ma charakter deklaratywny, ale jej podważenie grozi powrotem do czasów zimnej wojny. Pod tym względem, rząd ukraiński może czuć się bezpiecznie. Zasadniczo dziwić może brak reakcji na rosyjską inwazję. Gdyby taka sama inwazja, dotyczyła przykładowo Japonii, ta nie zostałby dłużna, a rząd z Tokio na pewno podjąłby właściwe decyzje, o obronie nienaruszalności własnych granic. Rosja nie może pozwolić sobie na wojnę. W razie wybuchu konfliktu zbrojeniowego, Federacją Rosyjską może wstrząsnąć kryzys gospodarczy. Krytycy kapitalizmu mogą się śmiać, ale tak za machanie szabelką, karze „niewidzialna ręka wolnego rynku”. Spadek akcji na giełdzie w Moskwie to ledwo początek wstępu konsekwencji gospodarczych. Rząd ukraiński poza półwyspem Krymskim, nie ma nic do stracenia. Oprócz twarzy, przed własnym narodem. Ukraina jest na skraju bankructwa, a konflikt zbrojny na półwyspie może pomóc odbić się od dna. Wszystko to może stracić znaczenie jeśli wojska FR wkroczą na tereny Charkowa czy Doniecka. Mało prawdopodobna sytuacja. Gdyby tak się stało to byłoby przyczynkiem długofalowego konfliktu zbrojnego na skalę Europejską, przy którym konflikt w Gruzji to igraszka.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski     

Super Zioło czyli próbny komentarz erystyczny nt. narkotyków

Co jakiś czas w mediach pojawia się informacja, na temat śmierci jakiejś osoby, w wyniku przedawkowania narkotyków. Co jakiś czas pojawia się informacja, na temat rozpadu rodziny, ze względu na nałóg narkotykowy. Zbiera się wtedy grono specjalistów na zawołanie. Przeważnie twierdzą, że prawo jest zbyt liberalne w stosunku do narkotyków. Powoduje to masową histerię wśród społeczeństwa. Zanim przytoczę argumentację, pozwolę sobie, przedstawić krótką historię narkotyków. Używki nie są wymysłem naszych czasów. Nie wspominając o alkoholu czy papierosach, które także są szeroko pojętymi używkami uzależniającymi organizm ludzki. Przykładowo opium było znane od zarania dziejów. Istnieją dowody na to, iż w tradycji Indian Ameryki Południowej, było zażywanie liści kokainy w celu, pobudzenia organizmu przed wojną lub polowaniem. W średniowieczu najprawdopodobniej stosowano narkotyki w celu przeprowadzenia operacji. Pewności jednak nie ma. Ze względu na ogólny brak wiedzy możliwe że środki odurzające były tematem tabu. Dopiero bohema paryska rozpowszechniła narkotyki jako nowość. Istnieją przypuszczenia, że powstańcy z lat 1863/1864 palili konopie w celu pozbycia strachu. Na pewno, w czasach PRL, lokalnie produkowano tzw. kompoty makowe. Po 1989 roku narkotyki rozpowszechniły się wśród społeczeństwa ze względu na otwarcie granic. Jak więc winno się ukierunkować do środków odurzających? Surowo karać czy depenalizować? W drugiej połowie XX wieku, władze zdecydowanej większości państw świata zajęły się walką z procederem rozprowadzania i rozpowszechniania narkotyków. Efekty, z punktu widzenia państw są niewielkie mimo, że od czasu do czasu, słyszymy o spektakularnym sukcesie policji czy służb specjalnych. Polska wedle źródła: http://polska.newsweek.pl/narkotyki-do-sklepow,81052,1,1.html, wydaje na ściganie tzw. dilerów narkotykowych około 90 milionów złotych rocznie. Złapanie i ukaranie jednego dilera kosztuje około 700 tysięcy złotych. Z drugiej strony narkotyki są szkodliwe. Przyczyniają się do degeneracji rodzin, kreacji patologii społecznych i wzrostu przestępstw. Niedopuszczalne jest to by narkotyki docierały do dzieci. Jednakże niepełnoletni gdyby chcieli to by zdołali znaleźć dostęp do narkotyków. Wystarczy spytać ich samych. Jak ktoś chce, to zawsze znajdzie sposób. Można oczywiście deliberować czy zmniejszy się liczba palących tzw. marihuanę jeśli zabronione zostanie posiadanie nasion tej rośliny. Można tylko wyrazić przypuszczenie, iż ceny na czarnym rynku znacznie by wzrosły. Nic ponadto. Narkomani kupowaliby drożej albo znaleźli coś innego jak fatalny w skutkach, krokodyl. Na dodatek tzw. zakazany owoc przyciąga i smakuje najlepiej. Zwolennicy depenalizacji twierdzą, iż po około 5 do 10 lat zachłyśnięcia się depenalizacją, spożycie narkotyków zacznie spadać, aż stanie się przyczyną ostracyzmu społecznego lub tematem tabu, jak w średnich wiekach.

Osobiście opowiadam się za depenalizacją narkotyków i jednoczesnym zaostrzeniu kar za rozpowszechnianie narkotyków wśród nieletnich oraz wszystkich innych przepisów powiązanych z negatywnymi skutkami zażywania narkotyków (np. mowa tu o prowadzeniu samochodu pod wpływem narkotyków). Dlaczego tak? Obawiam się okresu przejściowego. Długo byłem zwolennikiem surowych czy nawet nieludzkich kar z spożywanie i rozprowadzanie narkotyków. Jednak, nie dostrzegam innego wyjścia. Tylko poddanie procederu spożywania i rozpowszechniania ostracyzmowi społecznemu może przynieść długotrwały skutek wśród narodu.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski       

Projekt ustawy samorządowej

Szanowni Państwo. Dzisiaj omówię niektóre aspekty projektu ustawy samorządowej oraz zmianie niektórych ustaw. Projekt ustawy jest obszerny więc krótko skomentuję najbardziej rażące artykuły.

Pierwszy z nich to art. 16a. ustawy o referendum lokalnym, który zostaje dodany. Punkt nr.2 wspomnianego artykułu brzmi „Jeżeli realizacja rozstrzygającego wyniku referendum spowodowałaby znaczną stratę finansową…”. Oznacza to tyle, że każdy samorząd może obciążyć mieszkańców kosztami referendum poprzez realizację równoczesnego referendum w sprawie samo opodatkowania. W wyniku odrzucenia referendum w sprawie samo opodatkowania, że tak ujmę na potrzeby artykułu, inicjatywa referendum „pierwotnego” upada. Stanowi o tym punkt nr.2 artykułu 65.

Jest to ewidentna próba zniechęcenia mieszkańców do jakiejkolwiek inicjatywy własnej i poszerzenie kompetencji samorządu terytorialnego względem mieszkańców. Oznacza to, że samorządy będą mogły podejmować niekorzystne dla mieszkańców podwyżki podatków lokalnych czy innych obciążeń. Wskazuje to na problemy finansowe tzw. władzy publicznej. Dług publiczny wynosi, z ukrytym zadłużeniem, ponad bilion złotych. Miał rację mówiąc Alexis de Tocqueville, że „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby popełnić łagodny, liberalny rząd, jeśli zabraknie mu pieniędzy.”.

W ustawie z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, wprowadza się nowe znaczenie art.7 ust, 1 pkt.. Stanowi on o tym, że  rozstrzygnięcia wójta, burmistrza, prezydenta miasta albo marszałka województwa nie można się zaskarżyć do sądu administracyjnego w sprawach: nieuwzględnienia odpowiednio wniosków dotyczących studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, uwag dotyczących projektu tego studium, wniosków dotyczących miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, uwag dotyczących projektu tego planu albo wniosków dotyczących planu zagospodarowania przestrzennego województwa. Oznacza to tyle, że mieszkańcy utracą prawo do wpływania na plany zagospodarowania jeśli ich pomysły będą niezgodne z założeniami samorządu lokalnego. To rozwiązanie również uderza w wolności mieszkańców. A mówi się że demokracji władza należy do ludu. Obawiam się że do tzw. Demokratów, którzy z wolnością nie mają nic wspólnego. Sami wiedzą co jest dla każdego najlepsze. Zupełnie jak w krajach realnego socjalizmu. Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke jest zaprzeczeniem rządów Demokratów.

Na koniec przyznam, że nawet prezydent uznał projekt za zbyt kontrowersyjny i zawetował. Sejm jednak podejmie ponownie prace nad nią. Nie spodziewam się szerszych zmian.

Oto link do strony gdzie znajduje się projekt ustawy w formie pdf:
http://www.prezydent.pl/prawo/ustawy/zgloszone/art,18,projekt-ustawy-samorzadowej.html

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski