Nikt nie chce umierać za Ukrainę

Od początku marca 2014 roku, trwa rosyjska okupacja półwyspu Krymskiego należącego do Ukrainy. Oddziały nieposiadające oznak Federacji Rosyjskiej, wkroczyły na teren suwerennego państwa, pod pretekstem ochrony „mniejszości rosyjskiej”. Ukraińcy zwrócili się o pomoc do krajów UE i USA ale otrzymali przysłowiową figę z makiem. Nie należy należy poważnie traktować negocjacji na linii John Kerry – Siergiej Ławrow. Nie należy poważnie traktować sankcji unijnych ani żadnych akcji „solidarności” z Ukrainą. Wszystkie te działania przypominają działania Francji na początku II Wojny Światowej. Podjęcie działań, z których nie wynikały żadne konsekwencje. Może poza tym, że kilka drukarni zarobiło na sprzedaży ulotek dla państwa. Jednakże nie o tego typu reperkusje nam chodzi. Tak jak dzisiaj. W Gdyni wywieszono ukraińską flagę na budynku ratuszu. Kanadyjski rząd wywiesił ukraińską flagę w geście „solidarności” z narodem Ukrainy. A co z działaniami? Odpowiedź brzmi prosto. Nie należy się ich spodziewać. Nikt nie zamierza umierać za półwysep Krymski tak jak, nikt nie zamierzał umierać za polską pocztę w Gdańsku w 1939 roku. Z drugiej strony Ukraina jest w lepszym położeniu prawnym niż się wydaje. Aneksja Krymu na podstawie nielegalnego referendum nie wchodzi w grę. To nadal będzie okupacja. W mediach przewija się cały czas memorandum budapesztańskie. Ma jednak ono charakter deklaratywny i rząd Federacji Rosyjskiej może nie dotrzymać swojej obietnicy nienaruszalności granicy Ukrainy. Ważniejszy jest pakt podpisany w 1975 i odnowiony w 1994. Gwarantuje on nienaruszalność granic każdego z państw, które podpisały porozumienie, także Ukrainy czy Federacji Rosyjskiej. Umowa ma charakter deklaratywny, ale jej podważenie grozi powrotem do czasów zimnej wojny. Pod tym względem, rząd ukraiński może czuć się bezpiecznie. Zasadniczo dziwić może brak reakcji na rosyjską inwazję. Gdyby taka sama inwazja, dotyczyła przykładowo Japonii, ta nie zostałby dłużna, a rząd z Tokio na pewno podjąłby właściwe decyzje, o obronie nienaruszalności własnych granic. Rosja nie może pozwolić sobie na wojnę. W razie wybuchu konfliktu zbrojeniowego, Federacją Rosyjską może wstrząsnąć kryzys gospodarczy. Krytycy kapitalizmu mogą się śmiać, ale tak za machanie szabelką, karze „niewidzialna ręka wolnego rynku”. Spadek akcji na giełdzie w Moskwie to ledwo początek wstępu konsekwencji gospodarczych. Rząd ukraiński poza półwyspem Krymskim, nie ma nic do stracenia. Oprócz twarzy, przed własnym narodem. Ukraina jest na skraju bankructwa, a konflikt zbrojny na półwyspie może pomóc odbić się od dna. Wszystko to może stracić znaczenie jeśli wojska FR wkroczą na tereny Charkowa czy Doniecka. Mało prawdopodobna sytuacja. Gdyby tak się stało to byłoby przyczynkiem długofalowego konfliktu zbrojnego na skalę Europejską, przy którym konflikt w Gruzji to igraszka.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski     

Ukraina między Wschodem, a Zachodem

Od niecałego miesiąca trwają protesty na placu zwanym Majdanem w Kijowie. Po unijnym szczycie w Wilnie (dotyczącym Partnerstwa Wschodniego) na, którym nie doszło do przewidywanego podpisania umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą, zareagowała opozycja. Na apel JE Julii Tymoszenko, skazanej prawomocnym wyrokiem za matactwa przy umowie gazowej z Rosją, odpowiedziały partie opozycyjne. Głosząc hasła prounijne próbują przeforsować swoje zdanie na ulicy. Przyziemne walki ze służbami porządku publicznego poruszyły elity w naszym kraju. A trzeba przyznać, że Marsz Niepodległości to mówiąc językiem ludu „małe piwo” w porównaniu z tym co dzieje się na Ukrainie. Trzeba przyznać, że żadna opcja nie jest dobra. Uzależnienie Ukrainy od Rosji czy od UE z punktu widzenia interesu Polski jest wielce niepożądane. Z jednej strony może to uniemożliwić Polsce ewentualne opuszczenie UE przez otoczenie przez państwa UE. Z drugiej strony, wzmocnienie statusu Rosji w regionie jest realnym zagrożeniem gospodarczym i militarnym. Niestety tej skomplikowanej sytuacji nie jest w stanie rozwiązać JE prezydent Wiktor Janukowycz, który sam jest uzależniony od swoich wyborców i sponsorów. W niedawno podpisanej umowie z Rosją zapewnił ukraińskiemu przemysłowi ciężkiemu byt poprzez zamówienia z Rosji. W zamian uzależnił spółkę Naftohaz (do niej należą rury przez które przepływa gaz) od Rosji. Zaś głównymi sponsorami rządzącej Partii Regionów, która wspiera prezydenta są właściciele spółek zajmujących się przemysłem ciężkim na Ukrainie. To JE Wiktorowi Janukowyczowi bądź rządowi winne zostać postawione zarzuty działania niezgodnie z interesem państwa. Ukraina potrzebuje głębokich reform gospodarczych. Tylko Ukraina, niezależna od Rosji i UE jest pożądanym partnerem dla Polski.

Pozdrawiam, Bartosz Stefanowski